Dziś, w niedzielę, pojechaliśmy na rybki.
I znów jezioro nas zaskoczyło -nie dość, że ryby „przyszły” niemal od razu (w sumie skutek zanęty autorskiej Wojtka
), to udało nam się złapać dwa duże karasie!
Pierwszego wyciągnęłam ja -co ciekawe- na spinning
, a i niedługo potem Wojtek też miał branie (oba karasie łowiliśmy z gruntu ze względu na duży wiatr tego dnia: 6-7 m/s).
W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć, co złowiłam -nastawiałam się raczej na drapieżniki typu okoń, sandacz, względnie szczupak… Kiedy karaś pojawił się u pomostu -Wojtek musiał przejąć wędkę, bo karaś chciał mi uciec w trzciny
Jak widać takim braniom sprzyja średniej jakości pogoda: zachmurzenie, wiatr i deszcz naraz (to wersja obiektywna
-mi bardzo fajnie właśnie wtedy się łowi).
Co do moich marzeń
ryb do złowienia, to nadal mam nadzieję na złowienie szczupaka i karpia





