Tag-Archive for » 2007 «

WPN: pierwszy wyjazd 14.04.2007

Ostatnio -a dokładniej rzecz biorąc- od pamiętnego dnia 14.04.2007r. ;) zaczęłam swoją przygodę z rowerem (hehe, ale brzmi ;P ).

Kilkugodzinna wycieczka do WPNu (tak tak, wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi :P ), przez piękne okolice Poznania (Luboń, Puszczykowo, Mosina, a w końcu nadwarciańskie tereny i moreny pozostawione przez obecny tu ‘zaledwie’ ok. 500 tys. lat temu Lądolód Skandynawski –>patrz<– ;) ) pozostawiła we mnie nie tylko ból np. w postaci obrzęku mięśni nóg wskutek ich nadwyrężenia (czyt.: nieużywania na taką skalę już od dawna ;P ), ale również coś w rodzaju ogromnej radości z tak spędzanego czasu; relaksowaniem się aktywnością, o którą w zasadzie nie podejrzewałam swojej skromnej osoby… ;)

Można zatem powiedzieć, że od tej pory nabrałam niesamowitej chęci na ww. spędzanie czasu wolnego; postaram się również poświęcać temu stopniowo coraz więcej ‘niezagospodarowanych chwil’ każdego dnia :)

I… jeszcze jedno:

Nie siedźcie tyle przed komputerem. To naprawdę szkodzi. Trzeba mi było przekonać się o tym na własnej skórze, bym uwierzyła ;) Wcześniej nie było na to najmniejszych szans ;D

Zapewniam, że każda najmniejsza chwila spędzona aktywnie na świeżym powietrzu jest stukroć razy cenniejsza od najbardziej wypasionego laptopa ;)

Sprawdziłam -polecam!

/brakuje tylko podpisu: ‘Martyna Wojciechowska’ ;) /

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)

Wycieczka na ‘Dębową Górę’ (200 m.n.p.m.): 5.05.2007

Wyprawa w nieznany przez nas jeszcze rejon nadnotecki odbyla się 5.05.2007r.

Pierwszy etap to jazda pociągiem do Piły, wyjątkowo gładko przemieszczającym sie po remontowanym poznańskim węźle kolejowym.

Pogoda tego dnia wręcz zachęcała do jakiegokolwiek wyjścia, wyrwania się z czterech ścian :)

Niecałe 2 godziny i już jesteśmy w znajomej Pile, mieście odrobinę zapomnianym, stanowiącym jakby jedynie przedsmak Wielkopolskiej obyczajowości ;) (ach, ten ich deptak… )

Poszukiwania czegoś w rodzaju baru mlecznego ‘z prawdziwego zdarzenia’ pochłonęło większość czasu w tymże miejscu, jedynie znajomego przystanku na naszej drodze w rejony dzikie i nieznane, niczym przypadkowe miejsce na mapie, wskazane w większości ciekawością odwiedzenia zagłębia zapomnianej, dawnej Wielkopolski… Czegoś na miarę klimatu zupełnie z innego rejonu Polski.

Chwilę przed godz. 12:00 i już siedzimy w pociągu do Bydgoszczy :) Nie wysiadamy jednak w Białośliwiu, mijamy to znajome już miejsce słuchając muzyki i podziwiając nadnoteckie spiętrzenia krajobrazu :)

Stacja docelowa: Osiek Nad Notecią :) /gm. Wyrzysk/ –> wysiadamy wraz z licznymi (zapewne) mieszkańcami tej dumnej metropolii ;)

Dojście do zbocza góry zajmuje odrobinę cennego czasu, ale czymże jest chwila pokonana miasteczkiem i to w dodatku główną ulicą! ;P Odprowadzani ciekawskim wzrokiem mieszkańców dochodzimy do granicy: oto przed nami nadnotecka Dębowa Góra w całej okazałości!

Skręcamy w dróżkę, Wojtek zaś wspina się na ‘ambonkę’ -budkę do polowań myśliwych ;)

Po drodze, na samym początku udaje nam się również odwiedzić ciekawy, ewangelicki cmentarz…

Wędrówkę na szczyt czas zacząć! :)

Muszę przyznać, iż droga nie należy do łatwych. Jako, że postanowiliśmy iść na szczyt dłuższą drogą (notabene -niezły objazd ;) ) -bardziej dały nam się we znaki standardowe poniekąd przeciwności terenu (tak tak, wliczając obecne w nadmiarze komary :/ ).

Droga, która w większości pokrywa się zresztą ze szlakiem rowerowym -pełna jest różnych spiętrzeń terenu, wzniesień, spirali… Ale wrażenia z jej przejścia rekompensują piękne widoki i przeświadczenie obecne na każdym kroku -to nie może być Wielkopolska!

Rejon Dębowej Góry jest bowiem jakby oderwany od standardowych poglądów na nasze ‘płaskie, acz wyżynne’ województwo -znacznie bardziej przypomina podkarpackie Bieszczady :)

Niesłusznie należy do niedocenianych terenów, mimo, iż jest tam przecież rezerwat ‘Zielona Góra’ (w czasie całej wędrówki po wzniesieniach napotkaliśmy dokładnie 2 ludzi i 1 traktor ;) hehe )

Cały czas towarzyszyło nam również niebywałe szczęście (albo szósty zmysł Wojtka ;P ), jeśli chodzi o orientację w terenie -mimo, iż szlak jest w miarę dobrze oznaczony ww. instynkt był niezwykle pomocny, szczególnie w okolicach szczytu Dębowej Góry :)

Dotarliśmy! :)

Satysfakcja z osiągnięcia celu, tak oczekiwanego -ustąpiła nieco zmęczeniu, czemu daliśmy wyraz poprzez zasłużony odpoczynek na łączce usianej pachnącą lucerną :)

Stamtąd już krótka droga do małego dworca PKP w jednej z okolicznych miejscowości /gm. Białośliwie ;) / i równie krótkie oczekiwanie na ‘banę’ do Piły Głównej ;) )

Jak już wspomniałam, cały dzień towarzyszyło nam niebywałe szczęście, nie tylko na szlakach, ale też w biegu na powrotny pociąg do Poznania ;)

Czas oglądania fotek z wypadu był jakby ukoronowaniem tego przepięknego dnia.

Naprawdę, okolice odwiedzone przez nas w majowy jeszcze weekend pozostawiły trwałe przeświadczenie o naturalnych walorach tego niezwykłego miejsca. Wielkopolskiego miejsca.

Oto równie malownicze fotki:

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)