Niedzielne wędkowanie odbyło się w zupełnie nowym miejscu, ale co się okazało -lepszym!
Po kilku godzinach zanęcania czekaliśmy na efekty… i udało się! Ja mogę śmiało powiedzieć, że złowiłam prawdziwego Leszcza Życia (jak do tej pory
), a Wojtek wyciągał leszcze jeden po drugim!
Spróbowałam też spinningu -złapałam kilka okoni, i kto wie, czy nie przesiądę się na tą metodę
-adrenalina znacznie większa, niż na spławiku! Chociaż po tym leszczu, to kto wie…





