Wakacje 2009: Galindia -Wokół Wielkich Jezior II
lipiec 26, 2009 w Budowle, Ciekawe miejsca, Fortyfikacje, Polska, Przyroda, Rowerowe wycieczki, Wyprawy kilkudniowe by Martyna
MAZURY (18.07 – 26.07.2009)
Pierwsza połowa wakacji minęła nam na wizycie w Galindii, prastarym kraju pruskich pogan, którzy niegdyś zamieszkiwali tereny dzisiejszych Mazur
-informację tą znalazłam całkowicie przypadkowo, ale spodobała mi się na tyle, by nazwać tak cały wyjazd.
DZIEŃ 1, sobota: Poznań -Giżycko
Dzień wcześniej pakowanie, przygotowywanie etc. czyli ogół typowych czynności mających na celu jak najbardziej optymalne dobranie rzeczy pod kątem różnorodności przywidywanych scenariuszy wyjazdu.
Wszak nie wiedzieliśmy dokładnie, co nas czeka tym razem 😉
W tym roku również zaplanowaliśmy wyjazd w nieco inny sposób, niż zeszłoroczny:
zamiast włóczęgi po Mazurach -postanowiliśmy dojechać do Giżycka, tam znaleźć nocleg na cały pobyt i jeździć na 1-dniowe wycieczki w interesujące nas miejsca.
Ruszamy pociągiem relacji Wrocław -Suwałki o godz. 9:36 z dworca Poznań Główny.
PKP jak zwykle przewidziało realia inaczej, niż normalny, przeciętny podróżny korzystający z ich usług (chyba to już tradycja, że co wyjazd PKP zaskakuje w jak najbardziej oczywisty sposób) -mianowicie zastaliśmy „przedział rowerowy” (sic!) na 5 ROWERÓW!
-przypominam tylko, że to pociąg dalekobieżny, TURYSTYCZNY i WEEKENDOWY. Jednym słowem -żenada…
Ale cóż, rowery spoczęły jeden na drugim (było ich chyba z 12), a nam pozostało tylko wstydzić się za nasze PKP przed podróżującymi z nami Niemcami…
Po 7 godzinach wreszcie na miejscu 
Pogoda dopisywała, tak więc po krótkim oglądzie poszliśmy załatwiać nocleg.
Tego dnia z przyczyn oczywistych, było już po 19:00, zamiast wycieczki pozostało nam tylko zwiedzanie miasteczka 😉
DZIEŃ 2, niedziela: MOST NAD SAPINĄ
Giżycko -Kruklin -Kruklanki -Giżycko (40 km)
Trasa TUTAJ
Bardzo fajny i przyjazny rowerzystom szlak! Pozytywnie zaskoczyła nas bardzo dobra jakość trasy -szeroka i ubita droga szutrowa 
Po drodze mijamy pole namiotowe Lasów Państwowych nad jez. Kruklińskim (cennik w fotkach 😉 ).
Inny walor szlaku to m.in. piękne dorzecze rzeki Sapiny; rzeka należy do czystych: przezroczysta, czysta woda.
Wskazówka dla chcących dojechać do ruin mostu: we wsi Kruklanki -właściwie nie wjeżdżając do niej- natrafiamy na drogę do mostu kolejowego, zawracamy więc na nią i po kilkunastu metrach wyłania się wspaniały krajobraz z zalewem i morenami: jedziemy już starym nasypem kolejowym!
Obraz mostu -imponujący! -POLECAM!
Kilka zdjęć, a później porywamy się na coś ciężkiego -sprowadzenie rowerów w dół stromymi wąskimi schodkami kolejowymi, kładką nad Sapiną i znów w górę! ‚Chwilę to trwa’, ale udaje się 😀
Docieramy do Kruklanek, tutaj chwila odpoczynku, kilka fotek z żubrem 😀 i znów coś niespodziewanego -ulewa roku, która niestety dopada nas już w trasie :/ -niegdy w życiu tak nie zmokłam, całość stroju łącznie z butami nadawała się do wirówki… 😀
Na szczęście aparat przetrwał 😀 i my również jakoś uchowaliśmy się przed przeziębieniem, wracając do Giżycka.
Mimo wszystko dzień udany, później pozostaje tylko miłe wspomnienie tej niecodziennej podróży i uśmiech na twarzy 
Jednak wniosek z tego taki: na Mazurach pogoda zmienia się szybciej, niż w górach… I warto o tym pamiętać 😉
DZIEŃ 3, poniedziałek
Tego dnia, po wczorajszej ulewie i totalnym przemoczeniu -moim głównym celem stało się kupienie nowych, suchych butów 😀
Postanowiliśmy odpuścić sobie jakąkolwiek wycieczkę rowerową ze względu na niestabilność pogody i przemoczenie rzeczy rowerowych, które nie zdążyły wyschnąć :/
Zwiedzamy więc Giżycko i rozkoszujemy się wakacyjną labą 😉
Z rana pogoda dziwna, niezgodna z prognozą ICMu -czyli pełne słońce… ale cóż, idziemy na spacer nad jez. Niegocin.
W mieście zdecydowanie mniej turystów -znak, że festiwal szantów już się skończył 😉
Niegocin piękny, rozglądam się, ale nagle widzę coś dziwnego: od strony Wilkasów widać niasamowitą „ścianę deszczu” i ciemne chmury, która idzie wprost na nas! Ogólnie rzecz biorąc -widziałam podczas naszych wycieczek wiele opadów z daleka; wiem, jak rozpoznać je i chmury, które je zapowiadają, ale potwierdzam jedno: te mazurskie przebijają wszystko… W zeszłym roku, również podczas wakacji, po raz pierwszy widziałam tzw. ‚biały szkwał’ -coś niesamowitego, ledwo wtedy uszliśmy na sucho 😉 Z perspektywy obserwatora widać wtedy jedynie białą ścianę deszczu, która totalnie zamazuje krawędź widnokręgu… Niepokój, kiedy zbliża się do nas coraz bardziej… Bliżej i bliżej… Kiedy już dociera -jest bardzo intensywna, jedyne wyjście, to przeczekać.
Wracając do jez. Niegocin -obserwując ciemne chmury i zamazany widok drugiego brzegu przez strugi deszczu, usłyszałam po chwili z głośników podany przez miejscowy WOPR komunikat -ostrzeżenie dla żeglarzy o nagłym załamaniu pogody.
Znów ledwo uciekliśmy 😉 znajdując schronienie w miejscowym centrum handlowym 😉
Dobrze, że wcześniej kupiłam suche trampki 😉
Przeczekaliśmy burzę, a później znów poszliśmy zwiedzać miasteczko.
Tamtego dnia padało chyba z pięć razy :/
DZIEŃ 4, wtorek: WOKÓŁ JEZIORA DARGIN /przez SZTYNORT
Giżycko -Świdry -Pieczarki -Harsz -Sztynort -Łabapa -Radzieje -Doba -Kamionki -Guty -Giżycko (65 km)
Trasa TUTAJ
Pogoda ładna, choć duży wiatr -mimo to podejmujemy decyzję o wyjeździe rowerowym.
Wyruszamy ok. 12:00.
W czasie wycieczki mijamy m.in. jez. Dgał Wielki (wieś Pieczarki), gdzie znajduje się wyspa będąca pozostałością staropruskiej (galindzkiej) osady! W okolicy wsi Pieczarki polecam też udać się nad jez. Dargin, równie piękne miejsce 
A jeszcze przed Pieczarkami mijamy gospodarstwo, gdzie jakieś 2 metry przed zabudowaniami chodził sobie bociek 😀 -takie widoki tylko na Mazurach! 😀
Szlak wiedzie w głównej mierze wszelkiej maści szutrami, drogami polnymi i leśnymi, co uważam za jego wielką zaletę! Jedynie na dystansie Giżycko -Pieczarki, Harsz -Sztynort i Doba -Giżycko można spodziewać się asfaltowych przejazdów, jednak nie są one -nawet w sezonie- przesadnie uczęszczane 
Za miejscowością Harsz -wkrótce docieramy do mostu przez jez. Mamry (jez. Kirsajty) i jez. Dargin -niesamowite widoki -POLECAM!
Następnie zwiedzamy pokrótce Sztynort Duży 😉 i wracamy czerwonym szlakiem dobrze znaną nam już drogą przez Dobę, Kamionki i Guty.
Z daleka widzimy zbliżające się opady deszczu, ale uciekamy im na dobre!
Ok. 17:30 jesteśmy już w Giżycku.
DZIEŃ 5, środa: WĘGORZEWO PKSem 😉
Dość wczesna pobudka, wyjście do miasta i sprawdzanie: co możemy porobić dzisiaj? 😉
Jako, że zawsze chciałam zwiedzić wszystkie ‚nadjeziorne’ mazurskie miejscowości, wyszło na najbliższą nam teraz: Węgorzewo (Mikołajki i Giżycko z racji postoju mamy ‚zaliczone’ ;), jedynie Mrągowa brak :/ ).
Sprawdzaanie PKSów -ok, jedziemy tym o 12:40! 😀
Siadamy z tyłu, by móc oglądać całokształt walorów
W Węgorzewie ogólnie w porządku, jako miasteczko może być,za to fajna rzeka o nazwie ‚Węgorapa’, w której żyją prawdziwe pstrągi 😀 -jej małe spiętrzenie stanowi małą przystań wodną.
Pogoda piękna, cały czas świeci słońce, wieć o 15:15 po obejrzeniu Węgorzewa zmykamy PKSem z powrotem do Giżycka i udajemy się nad jez. Kisajno, pogoda wciąż wyśmienita!
-24 stopnie i zero wiatru!
Postanawiamy -jutro byczenie się nad jez. Kisajno! 😀
DZIEŃ 6, czwartek: jez. Kisajno
Z rana po mojej pobudce -pranie zrobione, a znacząca reszta dnia czeka na rozplanowanie 😀
Po godz. 11:00 czuć już symptomy upału, także udajemy się nad plażę MOSiR nad jez. Kisajno.
Cały dzień upał dawał się we znaki, co łagodziliśmy kąpielami 😉 -jednym słowem: wakacje pełną parą! 😀
A -jak wiadomo- idealne wakacje, to czas i na przyjemne wycieczki i na wylegiwanie się na plaży 
DZIEŃ 7, piątek: MAMERKI I ŚLUZA LEŚNIEWO GÓRNE
Giżycko -Guty -Kamionki -Doba -Dłużec -Radzieje -Pniewo -Przystań -Stawki- Leśniewo (90 km)
Trasa TUTAJ (powielona dwa razy, ponieważ musieliśmy jakoś wrócić 😉
Wyjazd ok. 12:00.
Mapa mówiłam,że czeka nas troszkę kilometrów 😉 -mianowicie ok. 90.
Co od pogody: z początku bardzo dał nam się we znaki deszcz (a już przewidywałam powtórkę z pierwszej wycieczki ;D ), ale w okolicy Gutów i Kamionek opady zanikają na dobre.
Jedziemy znaną drogą do Doby i Radziej, gdzie zaczyna się droga brukowa (4,7 km) do samego Pniewa -hmm, jesteśmy już trochę wprawieni po takich przejazdach przez województwo Lubuskie, ale i tym razem dajemy radę! 😀
Niedaleko miejscowości Mamerki -pełno bocianów! Mazury to jednak ich ostoja…
Jeszcze trochę i docieramy do Pniewa i do Kwatery Głównej Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH).
Niesamowite miejsce, polecam każdemu obejrzeć choć raz… Aparat z lampą i latarka będzie niezbędna, jednak można wypożyczyć takową na miejscu. Na całe szczęście można zostawić rowery na pilnowanym ‚parkingu’ (oczywiście zawsze lepiej mieć zapinkę), ale i tak znacznie podwyższa to komfort wycieczki :).
Zwiedziwszy, ruszamy dalej, wprost na śluzy w Leśniewie.
Bardziej godna odwiedzenia okazuje się, zgodnie z moimi przewidywaniami, ta w Leśniewie Górnym.
Bardzo imponująca, stanowi ok. 30% zaawansowania niemieckich robót, Leśniewo Dolne to tylko fundamenty, ok. 15 % zaawansowania robót.
Do obu śluz nie doprowadzono kanału.
Mimo to jak najbardziej polecam Leśniewo (zwłaszcza Górne) do odwiedzenia; widzi się wtedy niemiecką potęgę, snuje rozmyślania, co też chcieli osiągnąć budując takąż -imponującą po dzień dzisiejszy- śluzę…
Niesamowite, zwłaszcza, iż całość można obejść suchą drogą naokoło, a pobierana opłata za wstęp jest naprawdę symboliczna: 1 zł/os.!
Wracamy poprzednią drogą, a w Giżycku jesteśmy ok. 20:00. 
Następnego dnia pakujemy się, a do Poznania wracamy w niedzielę rano.
Ale to jeszcze nie koniec wakacji… 😀
FOTKI:










Najnowsze komentarze